Jak leczyć Pani Premier? Braki leków w aptece, czyli bezsilność farmaceutów

lupaPrzychodzi pacjent do apteki, a tam nie ma leków tylko suplementy diety. Nie, to nie żart to wizja przyszłości jeśli proceder wywozu leków z Polski nie zostanie powstrzymany. W tej chwili w aptekach brakuje około 200 pozycji, w tym leków ratujących życie tj. insulin, leków przeciwzakrzepowych, przeciwnowotworowych, antybiotyków dożylnych, szczepionek czy mleka dla dzieci.

 

Farmaceuta

Zamiast spełniać swoje codzienne obowiązki czyli ekspediować leki, doradzać pacjentowi i to jemu poświęcić większość swojego czasu, od samego rana zaczynam tzw. „polowanie” albo „żebranie”. Dzwonię do poszczególnych firm i hurtowni zaczynam już 7.50, bo kto pierwszy ten lepszy. Kolejność hurtowni i firm zależy od ilości i zawartości recept. Jeśli już jakimś cudem zdołam się dodzwonić, otrzymuję rezerwację i muszę udowodnić skanem recept, że ktoś już czeka na ten lek. W innej hurtowni apteka ma limit – 10 opakowań tygodniowo np. lek wziewny dla dzieci. Jak ja mam w takim razie limitować ten lek? Któremu wydać a któremu już nie? Dla wszystkich nie wystarczy. Nie da się tak pracować. Zamiast skupiać się na codziennych obowiązkach myślę, gdzie jeszcze trzeba zadzwonić, napisać żeby zdobyć chociaż jedno opakowanie. Sytuacja z dnia na dzień naprawdę się pogarsza. Jeszcze rok temu brakujących preparatów było niewiele i co jakiś czas się pojawiały. Udawało utrzymać się płynność dystrybucji w aptece. Od początku tego roku jest bardzo źle. Zaczyna brakować coraz większej ilości pozycji, nawet bardzo podstawowych leków.

Pacjent

Co jeśli na lek nie można czekać? Co ma zrobić w tej sytuacji niczemu niewinny, najczęściej CHORY pacjent? Niestety skazany jest wyłącznie na siebie i odrobinę szczęścia. Starsze schorowane osoby muszą chodzić od apteki do apteki i szukać, gdzie się coś „uchowało”. Niektórzy wyszukują numery w internecie i dzwonią po aptekach tak samo jak farmaceuci po hurtowniach. Codziennie dostajemy kilkadziesiąt telefonów o dostępność różnych preparatów i ewentualną rezerwację. Dziś ojciec dziecka, żeby zdobyć mleko dla swojego dziecka jechał 200 km, bo w innym województwie uchowało się kilka sztuk.

Prawo sobie życie sobie

Ustawa refundacyjna po zmianach jakie wprowadzono w 2012 roku jasno określa sposób naliczania marży na leki refundowane. Według ustawy marża na obrót hurtowy wynosi 5%. Marża apteczna również jest ściśle określona. Dzięki tym zabiegom pacjent w każdej aptece otrzyma lek w tej samej cenie. Jak chwalił się Minister Arłukowicz stałe marże i ceny doprowadzą do równego dostępu do leków. Pacjent nie będzie musiał szukać, gdzie taniej.

Teraz sytuacja jest dużo gorsza, bo nie chodzi już o cenę tylko o całkowity brak leków. Okazuję się, że pomimo widniejącego w ustawie zapisu o 5% marży na obrót hurtowy, Dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia – Artur Fałek wydał interpretację ustawy, z której wynika, że hurtownik sprzedając leki poza granice Polski nie musi stosować sztywnej marży. Oto jej fragment  ”przy zakupie leku przez hurtownie od wytwórcy w celu dalszej odsprzedaży poza granice RP, można stosować dowolnie ustalone przez strony ceny (dotyczy to zarówno leków refundowanych, jak i nierefundowanych). Przy czym powinno to być wyraźnie zaznaczone w dokumentacji, iż przedmiotowa ilość produktu leczniczego przeznaczona jest na inny rynek niż polski, celem uniknięcia potencjalnych pomyłek. W związku z tym, iż nie ma szczegółowych regulacji na ten temat forma tego zaznaczenia jest dowolna”. Do tekstów tej interpretacji dotarło jako pierwsze Radio TOK FM, które poprosiło również o analizę tej interpretacji prawników: „Wszyscy są zgodni co do jednego: nigdzie w przepisach nie ma słowa o tym, by 5-procentowe marże nie dotyczyły leków refundowanych, wywożonych z kraju”.  Biorąc pod uwagę fakt, iż leki w Polsce są jednymi z najtańszych w Europie, wywożenie leków za granicę stało się złotym interesem przynoszącym niewyobrażalne zyski. Proceder z roku na rok narasta, czego wyznacznikiem jest ilość preparatów z ograniczoną dostępnością. Cała ta sytuacja bardzo mnie przytłacza. Czuję się bezsilna i zła. Co ja mogę? Mogę na stronie Okręgowej Izby Aptekarskiej zgłosić brak dostępności, ale odzewu nie widać. Sprawą zajęło się Radio TOK FM i na tym koniec (całość artykułu tutaj). Żyje w demokratycznym kraju, w którym parafrazując słowa klasyka tak niewielu decyduję o zdrowiu i życiu tak wielu. Nie mieści mi się w głowie, że jedna bardzo wątpliwa interpretacja ustawy powoduję brak dostępności bardzo ważnych leków. Czy Wy macie problemy w otrzymaniu jakichś preparatów? Jeśli tak, to jakich?

Leave a Reply